BUŁGARIO, CIERPIENIE TY MOJE ...

 Przeżywam niewyobrażalne wręcz zdumienie, spowodowane tą perłową mgłą, która łagodnie układa się wokół solanek na atlantyckim wybrzeżu i chłonie w swój chiński jedwab krzyki mew - szyderczyń i leniwą drzemkę zielonych kaczek. "Marzę o wiośnie, kiedy wszystkie pojazdy będą pachnieć perfumami i nieszczęsne konie będą chrupać kwiaty" (Apolinaire). Z tego przypływu, z tego potoku, który mnie porywa, bym mogła wkomponować się w Byt (na co nie ma jednak ani dokładnego, ani łatwego terminu, gdyż rozkosz brzmi banalnie, a ekstaza go mumifikuje), zostaje pewna duchowa lekkość, ofiarowana przez francuskie słowa. Gdzieś w zakamarkach moich odczuć coś, ktoś wewnątrz mnie z drżeniem szuka francuskiego słowa; w tym samym czasie na przeciwległym brzegu, świadomie magazynowane w pamięci przeczytane stronice i zasłyszane rozmowy na nowo przybierają formy w języku francuskim i dają wyraz tej lekkości. Alchemiczny proces - czy zdecydujesz się zacząć nazywać otaczający cię świat? I tam jestem ja sama - z francuskim. Dając imię Bytowi, staję się Nim, jestem w Nim z francuskim i mówię do Niego po francusku.

Lecz kiedy dojdzie do jakiegoś życiowego incydentu, tj. zawsze, kiedy Byt daje o sobie znać w historycznej albo anegdotycznej formie - np. włączając perłową mgłę i krzyk mew czy to w sen, czy w namiętność, czy wreszcie w zabójstwo - fala - nie słów, a jedynie właściwej im melodii - narzuca mi niezgrabną składnię. Szczególnie te przyprawiające o zawrót głowy metafory, niemające nic wspólnego z elegancką uprzejmością i logiczną jasnością francuskiego, powodują wkradanie się bizantyjskiej trwogi w moją duchowość lekkość i spokój. W tych momentach zdradzam francuski "dobry smak". Francuski "smak" jest aktem uprzejmości pomiędzy ludźmi, którzy posługują się tą samą retoryką - ogólną skarbnicą fraz i metafor z tego, co zostało przeczytane i opowiedziane przez ustabilizowane społeczeństwo. Chociaż "zmartwychwstaję" w języku francuskim od pięćdziesięciu lat aż do tej pory, to przyzwyczajenia zdobyte od francuskiego dobrego smaku nie zawsze wytrzymują, kiedy zabrzmi dawna melodia, utajona w mej pamięci, która powoli zaczęła już zapominać. Na powierzchnię tych "naczyń połączonych" wypływa dziwna mowa, sama w sobie obca - ani tutejsza, ani tamtejsza: monstrualna intymność z tą inną, która jeszcze we mnie jest. Na podobieństwo owych olbrzymów z ostatnich stron "W poszukiwaniu straconego czasu" Marcela Prousta, wznoszących się niczym przestrzenne ucieleśnienie minionych lat w ich dobrej bądź kiepskiej pamięci, ja też jestem swego rodzaju monstrum, powstałym z krzyżówki, też jestem jakąś hybrydą...
1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | 11 | 12 | 13 | 14 | 15 | 16 | 17 | 18
Strona główna

Naszą stronę odwiedziło: osób.